TRUD BYCIA HOMOSEKSUALISTĄ
Brigitte Salino, LE MONDE
W środku nocy z poniedziałku 16 lipca na wtorek 17 lipca można było zobaczyć ludzi opuszczających Liceum Saint Joseph, odrobinę porażonych zmęczeniem, ale jeszcze bardziej poruszonych. Właśnie obejrzeli sześciogodzinne przedstawienie „Anioły w Ameryce", sztuki Amerykanina Tony'ego Kushnera, w reżyserii Polaka, Krzysztofa Warlikowskiego. „Jesteście wspaniali, wszyscy. Błogosławię was. Niech życie trwa" - mówi aktor grający Priora Waltera, patrząc prosto na widzów, o w pół do czwartej nad ranem. Ta ostatnia kwestia brzmi jak pożegnanie; kres przeprawy, która zostawia każdego na nabrzeżu z samym sobą.
„Anioły w Ameryce" odkąd zostały napisane, w Los Angeles w 1990 roku, podbijają świat. Dramat o podtytule „Fantazja gejowska na motywach narodowych" opowiada równolegle historię dwóch par, która rozgrywa się na przestrzeni lat 80. Pierwszą parę tworzą Prior, potomek wielkiej protestanckiej rodziny, i Louis, żydowski intelektualista. Drugi, równie bolesny związek - tworzą Joe i Harper. Oboje są mormonami. Harper, pochłaniając valium, zwodzi swe dawne rozczarowanie, a Joe przeżywa bolesną konfrontację ze swoim homoseksualizmem. Adwokat Roy Cohn (...) namawia go, by dołączył do Departamentu Sprawiedliwości w Waszyngtonie.
Sztuka rozpoczyna się w dniu pogrzebu babci Louisa. Prior informuje swojego chłopaka, że jest chory na AIDS. Roy Cohn odkrywa swoją chorobę, ale odrzuca diagnozę o AIDS. „Nie jestem homoseksualistą. Jestem heteroseksualistą, który sypia z mężczyznami" - mówi. Ten adwokat, to postać historyczna. Zamieszany był w aferę finansową za czasów Reagana, które są tłem dramatu Tony'ego Kushnera, składającego się z dwóch części „Millenium nadchodzi" i „Pierestrojka".
Amerykański wątek „Aniołów w Ameryce" nie interesuje szczególnie Warlikowskiego. Nie tylko dlatego, że uznaje go za przedawniony, ale przede wszystkim dlatego, że chce pokazać szerszą perspektywę dramatu, która przekracza uczucia narodowe i sprawy związane z epidemią AIDS. Adaptacja Warlikowskiego zakorzeniona jest w rzeczywistości współczesnej - jak żyć, będąc homoseksualistą - i na poziomie religijnym - jak pogodzić winę i przebaczenie.
Ten ostatni temat przenika na wskroś cały teatr Krzysztofa Warlikowskiego. Ten 45- letni Polak urodzony z ojca katolika i matki - zasymilowanej Żydówki, bez przerwy powraca do pytania o ciężar dziedzictwa. Dorastał w Polsce, gdzie homoseksualiści w pewien sposób byli chronieni, przez ignorujący ich reżim komunistyczny. Powrót do łask katolicyzmu wraz z wejściem w erę liberalizmu ożywił nieufność wobec homoseksualistów, a nawet ich odrzucenie.
Sposób, w jaki Warlikowski adaptuje „Anioły w Ameryce", daje sztuce wymiar uniwersalny. Bardziej uniwersalny niż powody, które skłoniły Kushnera do napisania sztuki. Podążamy za nimi, a one kierują nas do samych siebie.
Louis opuszcza Priora, kiedy ten informuje go, że ma AIDS. Czy Prior może mu przebaczyć, że został opuszczony? Joe oznajmia matce, ze jest homoseksualistą. Ta odpowiada mu : „Ta rozmowa nie miała miejsca". Czy Joe może przebaczyć matce, a matka swemu synowi?
OLBRZYMIA CZUŁOŚĆ
Nie bać się. Usiłować uciec przed kłamstwem. Uwolnić się z rodzinnego więzienia. Pogodzić się z odpowiedzialnością. Oskarżyć religię. Zaakceptować śmierć. U Warlikowskiego, wszystko to postępuje wraz z opanowującą teren epidemią AIDS. Jednak choroba nigdy nie przybiera charakteru zdecydowanie realistycznego. Jest ona katalizatorem zagrożonego społeczeństwa, w którym każdy dąży do odnalezienia swojego miejsca. Wzywając anioły, można odnaleźć swoje miejsce w przyszłym życiu.
W tej inscenizacji „Aniołów w Ameryce" jest olbrzymia czułość. Odnaleźć w niej można charakterystyczny nastrój Warlikowskiego, skomponowany z plastycznego piękna, mrocznej reżyserii i niezwykłego prowadzenia aktorów. To polski sposób gry, który łączy amerykańską precyzję z podskórnym ładunkiem emocjonalnym. Aktorzy ani na chwilę nie słabną. Są na tak wysokim poziomie i z człowieczeństwem tak czystym, że mogliby nas prowadzić do rana, kiedy spektakl się kończy, ponad strachem i śmiercią, przez to pozdrowienie adresowane do każdego: „Jesteście wspaniali, wszyscy. Błogosławię was. Niech życie trwa".
