The Scotsman o 4.48 Psychosis w Edynburgu

Joyce McMillan, THE SCOTSMAN

Jeśli kiedykolwiek istniał tekst dramatyczny, który wyglądał bardziej jak zapis nutowy niż konwencjonalna sztuka sceniczna, to jest nim właśnie 4.48 Psychosis Sary Kane, napisana na krótko przed jej śmiercią w 1999 roku.

Akcja toczy się na stronie, idzie dziwnym tropem, przechodzi z monologu w dialog i z powrotem; tekst jest lity, nie przypisany żadnej konkretnej liczbie aktorów. Ale z pewnością wśród tego chaosu rozpoznajemy zapis ostatnich myśli i rozmów kobiety znajdującej się na skraju samobójstwa. Kobiety rozpamiętującej nieudane związki i wdającej się w kłótnie z lekarzami, którzy nie potrafią jej pomóc. W Wielkiej Brytanii, sztuka zazwyczaj prezentowana jest w formie dość prostego potrójnego monologu.

 

W ciemnej, zmysłowej wersji zaprezentowanej przez TR Warszawa reżyser Grzegorz Jarzyna korzysta z wszystkich środków wyrazu scenicznego, tworząc mocny pejzaż dźwięków i obrazów dramatu. Szpitalna przestrzeń sceny jest niezwykle plastycznie oświetlona przez Felice Ross za pomocą ruchomych rozdroży i tuneli ciemniejącego światła, budzących anioły i demony, które dręczą bohaterkę. Jest jej lekarz, przyjaciel, kochanka i jej własna postać z dzieciństwa. Wszystko to rzuca nowe światło na tekst Kane.

Tym, co najbardziej godne uwagi w dramacie Kane, jest fakt, że nawet w tej nieskończenie smutnej chwili jej słowa nie mogą przestać pulsować niezwykłą energią, pięknem i mądrością. Magdalena Cielecka gra swą rolę w sposób niezapomniany, jest – jak sama Kane – kobietą mądrą, umęczoną, piękną i pełną pasji.