RECENZJE Z PRASY AUSTRIACKIEJ I NIEMIECKIEJ
Już w pięknej i niepokojąco smutnej inscenizacji „Medei" w 2006 roku Jarzyna wykazał zamiłowanie do bezczasowej akcji, a Goldman nie napisał przecież dramatu historycznego. (...)
Wieczór należy do Wolfganga Michaela jako króla Henry'ego, któremu towarzyszy Sylvie Rohrer jako królowa. Michael nie kroczy po scenie, lecz po niej sunie. Epatuje wyszukanym zachowaniem, co podkreślają siwe włosy, wypomadowane i zaczesane do tyłu, ale mimo to przypominające niesforną grzywę. (...)
Królowa rzadko dotrzymuje mu kroku, nawet gdy pokazuje pazury. Z głową najpierw, nie wiedzieć czemu, w bandażach, a potem w złotym turbanie, prycha jak kotka, gwałtownie uwodzi edypalnego Richarda, lecz jednocześnie sugeruje, że Eleanor, tak jak i Henry, pomimo wszystkich przeszkód szuka miłości, zaś intrygi stanowią tylko jej substytut.
Przekonująco niedojrzali są także Richie, Jeff i John. Sven Dolinski zaskakuje jako zepsuty najmłodszy syn, który wbrew opisowi Alais nie jest ani niedomyty, ani krostowaty, ale niezdecydowany i mocno dziecinny. Katarzyna Warnke i Tomasz Tyndyk z Warszawy jako Alais i Philipp robią dobre wrażenie, wymieniane przez nich po polsku uwagi brzmią odpowiednio egzotycznie. Chłodna gra przerywana jedynie emocjonalnymi wybuchami oczarowuje publiczność. Gdyby w znacznym stopniu zrezygnowano z muzyki, byłoby to jedno z najlepszych od dawna przedstawień w Burgtheater.
Martin Lhotzky, Frankfurter Allgemeine Zeitung
Król krzyczy. Jęczy, zawodzi, napędza rodzinie strachu. Nóż, którym w niego mierzą, jest równie tępy jak zimna jest jego miłość. W wiedeńskim Burgtheater króla gra Wolfgang Michael i czyni to z wyliczoną egzaltacją, jakby wszystko było tylko zabawą, jakby ludzie uwikłani w zależności władzy byli tylko pionkami na wielkiej planszy. [...]
James Goldman z rozgrywki o władzę szekspirowskich wymiarów uczynił przegadane rodzinne intrygi. „Jesteś bardziej wyrafinowany - zwraca się Eleanor do swojego najstarszego syna Richarda - ale ja jestem zimniejsza". Postacie mówią o tym, co przedstawiają. Nie ma miejsca na tajemnice. Ale może właśnie o to chodzi - o swoich uczuciach rozmawiają tak samo jak o akcjach i udziałach, trudno stwierdzić, co jest dla nich ważniejsze. Są graczami w świecie, którym rządzi rynek.
To właśnie interesuje Grzegorza Jarzynę. Technicznie bardzo czysta inscenizacja polskiego reżysera (dyrektora TR Warszawa) jest najlepsza wtedy, gdy eksponuje cynizm rodziny, wyrachowanie Eleanor granej przez wspaniałą, choć surową Sylvie Rohrer, intrygi synów, handel wymienny wokół ukochanej Henryka II. Kolejne ciosy padają coraz szybciej, aż bohaterowie tracą oddech. Wtedy przedstawienie przechodzi w thriller z towarzyszeniem mocnych rytmów i narastających dźwięków fortepianu (muzyka: Jacek Grudzień) oraz wspaniałej gry świateł.
W zeszłym roku, wystawiając „Medeę", Jarzyna sprowadził do Kasino w Burgtheater fascynującą postać (tytułową rolę grała Sylvie Rohrer), z Henrykiem udało mu się to tylko połowicznie. Za sprawą autora i reżysera postacie nie nabierają głębi. Na zakończenie Henryk i Eleanor leżą objęci. Trzej chłopcy przyglądają się im z pustymi rękoma. Będą musieli zadzwonić do adwokatów.
Stephan Hilpold, Frankfurter Rundschau
Despota Henry (Wolfgang Michael) na samym początku trafnie przewiduje, co go czeka. „To będzie straszny dzień". Gdy to mówi, jego trzej synowie, w pewnym stopniu uosabiający oblicza nadciągającej tragedii, czekają już na pluszowej kanapie - Richard (Markus Meyer), ambitny pierworodny, Geoffrey (Philips Hauß), niepozorny spryciarz z czupryną a la Elvis oraz John (Sven Dolinski), nieporadny najmłodszy syn, „wielkie rodzinne zero" i ulubieniec rodziciela.
Wszyscy trzej pragną przejąć spuściznę po ojcu, zabiegają o jego uwagę i rzucają sobie mordercze spojrzenia. „Mała chciwa trójka", mówi o nich matka Eleanor (zniewalająca niczym Sfinks Sylvie Roher), choć sama także prowadzi swoją grę. Odkąd stary król interesuje się tylko młodą kochanką, a uciążliwą małżonkę przegnał na wyspę, Eleanor planuje zemstę. A zbliża się właśnie najważniejsze święto rodzinne. (...)
Jarzyna interpretuje sztukę, która uchodzi za komedię, w sposób smutny i bogaty znaczeniowo, z oczywistą ochotą na porządny patos. Udaje się to przede wszystkim dlatego, że konsekwentnie utrzymuje przesadny styl i właściwie go dozuje. Już od pierwszych minut scena należy do pianisty (Leszek Możdżer), grającego upajającą melodię, a później wprowadzającego coraz bardziej mroczny i melancholijny nastrój. Niemal całemu przedstawieniu towarzyszy ścieżka dźwiękowa.
Na scenie z lustrzanymi powierzchniami (scenografia: Magda Maciejewska), umieszczonej gdzieś pomiędzy arystokratycznym klubem i wytwornym lobby, dzięki mikrofonom i kostiumom (jedwabne suknie, naszyjniki i wysokie obcasy kobiet, czarne garnitury i białe koszule mężczyzn) powstaje atmosfera w rodzaju mydlanej opery z wyższych sfer. „Dynastia" z dodatkiem teatralnej tragedii. I oczywiście z aktorami Burgtheater. Sam tekst pełen jest chwytliwych, swobodnych dialogów (John: „Chcesz mnie zdradzić?", Geoffrey: „Już to zrobiłem".).
Jarzyna umiejętnie wykorzystuje żywy język, elegancką atmosferę i aktorski patos hollywoodzkiego kina, nie popadając przy tym w przesadę. Dzięki mistycznemu ciężarowi inscenizacji stereotypowe zdania takie jak „Zawsze pragnąłem tylko ciebie!" odzyskują znaczenie. (...)
I pomimo lub właśnie dlatego, że Jarzynie chodzi o wielkie uczucia, na szczęście nie cały czas panuje u niego powaga. Wyświetlane na zakończenie napisy z łagodną ironią informują o dalszych losach protagonistów, zupełnie jak w kinie. „Henry zmarł w 1189 roku opuszczony przez swoich synów".
Nachkritik.de
W Burgtheater historia zostaje opowiedziana nieco inaczej, choć nadal bliska jest tekstu Goldmana. Zamiast o królestwie, które ma być podzielone pomiędzy trzech synów, mowa jest o gospodarczym imperium, zamiast o Anglię i Francję chodzi o Zachód i Wschód. 39-letni polski reżyser kontynuuje swój przepis na sukces w postaci uwspółcześnionych klasyków, który w Wiedniu zapoczątkował wystawianą na scenie Kasino „Medeą". Z Henryka II czyni potentata Henry'ego, z królowej Elżbiety Akwitańskiej - Eleanor, którą mąż porzuca dla młodszej kobiety.
Na początku na modernistycznej scenie ze szklanymi celami przywołującymi na myśl Castorfa (scenografia: Magda Maciejewska) blondynka Alais i Henry oddają się miłosnym igraszkom, choć widzimy tylko ich stopy - ukłon w stronę polskiego teatru obrazu. (...)
W przedstawieniu pierwsze skrzypce gra Sylvie Rohrer jako prawdziwie królewska salonowa dama Eleanor. Utrzymuje formę dzięki pojemnikom z tlenem, chodzi od jednego mężczyzny do drugiego i oferuje miłość, która służy jedynie zachowaniu władzy. Żmijka sprawia przy tym wrażenie tak serdecznej, że aż chce się wejść na scenę, objąć ją i powiedzieć: „Mamo, czego pragniesz? Zrobię dla ciebie wszystko!". Wspaniałe dokonanie.
Sven Dolinski podoba się jako miękki niedorajda John, który chce tylko wydawać pieniądze tatusia. Philipp Hauß jako Geoffrey to przekonująco mdły, rozpuszczony dzieciak, głośno domagający się swojego kawałka tortu. Na próżno. Markus Meyer potrafi zabłysnąć jako ambitny najstarszy syn. Zwycięstwo odnosi ostatecznie Philipp (szorstki, czarujący Tomasz Tyndyk), konkurent ze Wschodu.
Zawsze gdy wchodzą w grę uczucia, reżyser Grzegorz Jarzyna aranżuje efektowne patetyczne sekwencje.
Barbara Petsch, Die Presse
Lew to król pustyni. Na wysokiej, wyłożonej tłumiącymi kroki dywanami scenie Burgtheater przypomina ona hotelowy hol. Wraz z fortepianem, przytłumionymi dźwiękami w tle i niebieskawym nocnym oświetleniem.
Aktorzy noszą smokingi, poruszają się z wyćwiczoną swobodą, mówią cicho i dźwięcznie (wszyscy zaopatrzeni są w mikroporty).
Dzięki tej uspokajającej tonacji inscenizacja polskiego reżysera Grzegorza Jarzyny pozostawia na widzach wrażenie odpowiednio dawkowanego relaksu. Jak podczas nocnego trzygodzinnego chilloutu na miękkich kanapach ze sztucznej skóry. (...) Wolfgang Michael, salonowy kot z siwą grzywą, na miękkich łapach stąpa po salonie, przeciąga się, mruczy i ryczy, bez trudu dominując nad resztą obsady. Żona Eleanor (Sylvie Rohrer) ma sześćdziesiąt lat i jeszcze więcej pierścieni, syn Richard, skryty homoseksualista (Markus Meyer) uwodzony przez Philippa (Tomasz Tyndyk), blady Geoffrey (Philipp Hauß) i John o seksownych ustach (Sven Dolinski) - wszyscy oni przygotowują się nie do królewskiej rewolty, lecz do bożonarodzeniowych świąt u Wielkiego Papy. Prześliczna Katarzyna Warnke (Alais) to upojny złoty anioł. Jarzyna usuwa średniowiecze i również na poziomie językowym zmienia Anglię w rodzinne imperium, królestwo w zarząd spółki, a Akwitanię, wiano Eleanor, w holding.
Cornelia Niedermeier, Der Standard
Grzegorz Jarzyna przenosi wydarzenia z Bożego Narodzenia roku 1183 w obecne czasy, angielskiemu władcy nadaje cechy sprytnego rekina biznesu obdarzonego (wciąż) potencją seksualną. Jarzyna umieszcza swoją inscenizację dla Burgtheater i TR Warszawa w zniszczonym hotelowym holu pod szyldem „nostalgii za wschodem" (scenografia: Magda Maciejewska), kluczowe sceny ilustruje filmami, a pod całość podkłada graną na żywo muzykę. Poetycka atmosfera ma złagodzić brutalną walkę o spadek między synami, ich pozorną poufałość z ojcem i snucie intryg z matką. Cicho pada śnieg za chłodnymi szybami z pleksiglasu, a wewnątrz słowa wzmacniane mikroportai i dokładnie artykułowane. (...)
Jedynie aktorzy wypełniają te puste pomieszczenia życiem! Przede wszystkim Wolfgang Michael. W roli Henry'ego staje się nie tylko współczesnym potentatem przemysłowym, ale wręcz ryczy jak lew (gdy nie okazuje się mu posłuszeństwa). Nawet jego rysy przypominają wściekłego kocura, któremu odebrano mysz.
Henry, który zabawia się ze swoją przyszłą synową Alais (Katarzyna Warnke), każe wygnać elegancką Eleanor graną przez Sylvie Rohrer. Rodzinne święto staje się dla podstępnej żony okazją do powrotu. Eleanor szuka rozwiązań na własną rękę oraz przy pomocy swojej „chciwej trójki" synów - Richarda, Geoffreya i Johna. Markus Meyer, Philipp Hauß i Sven Doinski są podli, oziębli, chciwi, perfidni i zniewieściali - idealni współcześni źli chłopcy.
Kronen Zeitung
Polski reżyser Grzegorz Jarzyna przenosi akcję do współczesnego świata finansów, w którym Henryk staje się szefem koncernu, ziemskie posiadłości - pakietami akcji i tak dalej, i inscenizuje elegię dekadencji. Henry (Wolfgang Michael) warczy niczym groźny drapieżca, stąpając po dywanie na scenie w stylu chłodnego hotelowego lobby (scenografia: Magda Maciejewska), Eleanor (Sylvie Rohrer) roztacza lekko znudzony czar eleganckiej diwy, trzej synowie (Markus Meyer, Philipp Hauß, Sven Dolinski) noszą smokingi i różne symbole buntu. Obie francuskie postacie, król Philipp i jego siostra Alais, są grani dowcipnie przez dwoje aktorów z warszawskiego zespołu Jarzyny (Tomasz Tyndyk, Katarzyna Warnke), którzy mówią odpowiednio źle po niemiecku (a między sobą wręcz po polsku).
Der Falter
