PRZECIERANIE NOWYCH SZLAKÓW
Jacek Cieślak, RZECZPOSPOLITA
Ekspozycja męskich genitaliów, czułe pieszczący się po nich homoseksualiści, "złoty strzał", czyli śmiertelny zastrzyk narkomana w twarz, aktorka obnosząca się z przeszczepionym penisem, sadomasochizm, przemoc - to oblicze świata prezentowanego w "Oczyszczonych" Sarah Kane na deskach warszawskich Rozmaitości w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego.
Świat widziany oczami bohaterów z marginesu, zamkniętych w domu resocjalizacyjnym szokuje. Na pewno. Ale Kane i Warlikowski nie uzurpują sobie prawa do wyczerpującej, jedynie możliwej prawdy o świecie. Otwierają tylko przed nami kolejne drzwi rzeczywistości, jak wcześniej robili to Strindberg czy młodzi gniewni, bo granice obyczajowe znowu przesunęły się. Kino pokazuje to już bez pruderii. Teatr nie może być wyjątkiem, lamusem współczesnej kultury.
Oczywiście, każdemu wolno zaszyć się w domowych pieleszach i patrzeć na świat przez różowe okulary, a na nowy teatr spode łba lub z miną pełną oburzenia. Ale tłukąc termometr wskazujący temperaturę chorującego organizmu, człowieka, społeczeństwa, cywilizacji - nie zlikwidujemy przyczyn choroby. Nie będziemy nic wiedzieć nie tylko o tym, co dzieje się w Anglii, Niemczech, ale na ulicy obok. Dziś bowiem można westchnąć z nostalgią za czasami, kiedy za ścianą alkoholik katował żonę i dziecko. Tych tragedii nie ubyło, ale są, niestety, nowe. Żyjemy w czasach, kiedy "złoty strzał" kończy dramat nie jakichś tam narkomanów, lecz dzieci naszych znajomych. Nieszczęśliwe kobiety lądują w zagranicznych burdelach. To fakty, których podważyć się nie da.
Warto docenić także trudny humanizm teatru, jaki tworzą Kane i Warlikowski. Pokazują nam, że nawet na dnie ludzie walczą o uśmiech, gest miłości, są jej spragnieni. Nie wystarczy powiedzieć, że sami sobie winni, bo się stoczyli na dno, wymazać ich z rejestru żyjących - musimy umieć spojrzeć im głęboko w oczy i duszę.
Nawet odrzucając drastyczność niektórych scen, nie można przecież odrzucać faktów, o których mówi nowy teatr. Chwała za to Augustynowicz, Warlikowskiemu, Jarzynie, że podjęli w Polsce trud przetarcia nowych szlaków. Przecież o pewnych zjawiskach współczesności, od hrabiego Fredry, z całym dla niego szacunkiem, byśmy się nie dowiedzieli. Ważne jest także to, że trudne prawdy trafiają do nas w języku teatru, któremu ani pod względem reżyserii, ani aktorstwa nie można nic zarzucić.
