Pożeracz kobiecych serc jest nudny
Hein Janssen, VOLKSKRANT
W marmurowej łazience stoi piękna kobieta w satynowej bieliźnie, pije szampana, rozsmarowuje go zmysłowo po swoim ciele i rozrywa pończochy. To wszystko po to, by uwieść stojącego przed nią mężczyznę. Do momentu, aż wejdzie inny mężczyzna, któremu Giovanni rozbija głowę, uderzając nią o krawędź wanny.
Jest to początek przedstawienia Giovanni TR Warszawa reżysera Grzegorza Jarzyny, który w tym tygodniu gościł na Holland Festival. Jest to jednocześnie pierwsze spotkanie z Jarzyną, który w nadchodzącym sezonie zaczyna pracę jako reżyser gościnny w Toneelgroep Amsterdam.
Ile frazesów może znieść widz? Jarzyna chce w Giovannim zgłębić istotę wiecznego pożeracza kobiecych serc. Nie za pomocą środków opery (Don Giovanni Mozarta), nie opierając się na sztuce (Don Juan Moliera), lecz łącząc oba te dzieła.
W tym polskim przedstawieniu Giovanni jest nieprzyjemnym, zimnym człowiekiem, granym przez aktora Andrzeja Chyrę, który wygląda przeciętnie, żeby nie powiedzieć nudno. Akcja rozgrywa się w nowobogackiej willi z lat osiemdziesiątych, a gdzieś w tle słyszymy strzępy muzyki. Co jakiś czas aktorzy nagle zaczynają śpiewać; grane są słynne arie i partie chóru z opery Mozarta z playbacku. Są tu orgie w dziwnych kostiumach i perukach i nieprzyjemne sceny, gdzie kobiety są wykorzystywane.
Zbyt wiele jest też scen, gdzie Giovanni i jego towarzysz Leporello leżą niemrawo na sofach i bez końca paplają o tym jak ciężko im jest ze sobą, z kobietami i z życiem. Zrealizowane niedbale i jako teatr przestarzałe. Poza tym jest to przedstawienie z 2006 roku, które dopiero teraz zostało przywiezione na Holland Festival.
