POLLESCH. W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZARU

Marzena Sadocha, NOTATNIK TEATRALNY

Długo oczekiwana premiera w TR Warszawa Ragazzo dell'Europa to nowe powietrze dla polskiego teatru. Aktorom udało się adaptować styl Pollescha tak, że nie czuć śladu obcości, tylko wyraźnie osobiste deklaracje bez cienia sztuczności i krzykliwej maniery. Aktorstwo nie wydobywa się też siłą z pasożytniczo wykorzystanych ciał, które co wieczór podejmują seans, udając się w mistyczną podróż. To teatr przeżycia w nowej wersji - na imitacji, resztkach tego, co teatralne, odgrywa sam siebie. Wydaje się zawstydzony pozowaniem na magiczne wydarzenie, czarowne oszustwo i odkrywa się, ściągając ozdoby i pokazując, co ma z tyłu. Teraz to, co pod spodem teatru, okazuje się ciekawsze niż ozdobna, ale kłamliwie teatralna fasada. Pollesch opiera się na namacalnym, konkretnym i jeśli dąży do nastrojowości, to po to, żeby pokazać jej technologie, metody zwodzenia. Wystawia teatr na sprzedaż. Podważa aktorstwo. Wielkie SALE na scenie to hasło dla kupujących. Również bilety do teatru.

Obawy krytyków, zapowiadających realizację TR jako „spóźnioną rewolucję", legły w gruzach - polski teatr jest ciągle głodny teatru szydzącego z teatralności, ale biegłego w jego sztuczkach i odważnie żerującego na rzeczywistości społecznej. Nowy słownik teatru postdramatycznego ciągle przecież bywa językiem obcym dla twórców i szkodliwym dla krytyki. Widzowie biegli w kursach nowej filozofii teatru i pozbawieni tej świadomości znajdują w tym samym spektaklu dwa różne dzieła. Konstrukcja nie wyklucza żadnego z możliwych odbiorów, nie zamykając się w pozie inteligenckiej rozrywki. Kolejny uwolniony teren to oddanie aktorom przestrzeni tworzenia i bycia, które są oszałamiające wolnością i ciężarem zadania, ale pozwalają zagarnąć spektakl i rządzić nim, w rezultacie więc zwyciężyć lub zginąć na własny koszt (zwycięża na pewno Tomasz Tyndyk).

Ruch TR to wrzucenie teatru na Allegro. Teraz krąży w polskiej Sieci, a ustawieni w kolejce reżyserzy zaczynają licytację.