O CZYSTEJ MIŁOŚCI
Marta Mizuro, WROCŁAW
Oczyszczeni w reżyserii Warlikowskiego tak mocno przemawiają wizualną urodą, ze prawie nie potrzebują słów
Sarah Kane, autorka Oczyszczonych, zaliczana jest do nurtu nowego brutalizmu. Jej najsłynniejsze sztuki to: Zbombardowani i Miłość Fedry, szokujące obrazami przemocy i bezkompromisowością w opisywaniu rzeczywistości. W wieku zaledwie 28 lat Kane popełniła samobójstwo, o czym Hanna Krall napisała: zabiła siebie z taką samą bezwzględnością, z jaką traktowała swoich bohaterów.
Polska premiera Oczyszczonych została przygotowana przez cztery teatry: Współczesny we Wrocławiu, poznański Polski, warszawskie Rozmaitości i berliński Hebbel-Theater. Trud się opłacił, bo to przedstawienie perfekcyjne w każdym szczególe: od muzyki Pawła Mykietyna przez reżyserię światła (Felice Ross) na scenografii kończąc (Małgorzata Szczęśniak). Za resztę odpowiada już Warlikowski i świetni aktorzy: Mariusz Bonaszewski, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Stanisława Celińska, Redbad Klynstra, Jacek Poniedziałek, Tomasz Tyndyk oraz dwójka gości z zagranicy - Renate Jett (Austria) i Thomas Schweiberer (Niemcy).
Spektakl rozpoczyna się od miłosnego wyznania, fragmentu 4.48 Psychosis, nie będącego częścią sztuki, ale znakomicie wprowadzającego w jej tematykę. Oczyszczeni są bowiem opowieścią o miłości najczystszej i bezgranicznej. Wyraża się ona tutaj nie przez kalekie słowa, lecz poprzez symboliczne sceny: śmierć za ukochaną osobę czy wymianę obrączek. Tyle że ślubuje sobie para homoseksualistów, siostra przejmuje tożsamość zmarłego brata narkomana, a udowadniający swe uczucie kochanek umiera w straszliwych mękach.
Rytuały miłości i zbrodni przełożone zostały na urzekające obrazy, przypominające senne marzenia. To wypracowane piękno równoważy brutalne wydarzenia, jakie oglądamy na scenie, prosty, miejscami wulgarny język, bardzo odważną grę aktorską. Efekt jest porażający - to trzeba koniecznie zobaczyć!
