NIEWOLNICY SIECI
Roman Pawłowski, GAZETA WYBORCZA
Electronic City - premiera w ramach Terenu Warszawa. Teatr Rozmaitości poszerza swoje terytorium: po spektaklu na Dworcu Centralnym zajął całe piętro w biurowcu w śródmieściu.
Czy zdarzyło się państwu zapomnieć PIN-u przy bankomacię? Z tyłu rośnie kolejka zniecierpliwionych klientów, w głowie mętlik, 6345 czy 6346... a może 6348? Drżącymi palcami wstukujecie cyfry, ale maszyna pozostaje nieubłagana. Takie doświadczenie stało się udziałem bohatera sztuki Electronic City, którą w biurowcu przy ul. Mysiej, w miejscu dawnej siedziby cenzury, wystawił teatr Rozmaitości w ramach projektu Teren Warszawa. To historia Toma, menedżera międzynarodowej korporacji (Michał Żurawski), który pewnego dnia zapomina, kim jest, w jakim kraju się znalazł, po co tu przyjechał i dokąd jedzie dalej. Usiłuje sobie przypomnieć swój PIN, tak jakby to był klucz do własnej tożsamości, ale przeładowana pamięć odmawia posłuszeństwa.
Sztuka Falka Richtera, 34-letniego dramaturga z Hamburga związanego z berlińską Schaubiihne, to bardzo interesujący portret ludzi zagubionych w globalnej sieci elektronicznej. Ich tożsamość składa się z szeregu cyfr otwierających zamki w drzwiach, konta bankowe i lotnicze rezerwacje. Gdy jedna z nich wypada z pamięci, cała misterna konstrukcja rozsypuje się, o czym wie każdy, kto przeżył chwilę załamania przed bankomatem. Nagle pozornie uporządkowane życie staje się chaosem.
Ale nie problemy z pamięcią są tu tematem głównym. Richter zadaje pytanie o emocje człowieka żyjącego w nierzeczywistym świecie poczekalni na lotniskach, identycznych apartamentowców i biur. Co się dzieje z uczuciami, kiedy jedynym kontaktem ze światem jest okno klimatyzowanego biurowca i ekran komputera? Richter pokazuje wielką samotność ery informacji, jego bohaterowie cierpią na dotkliwy brak bliskiego kontaktu z drugą osobą. Nie zastąpi go wiadomość nagrana na automatycznej sekretarce. Bohaterami sztuki Richtera są młodzi menedżerowie. Sami prowadzą narrację, łącznie z didaskaliami, w sztuce Richtera postaci nie są bowiem oddzielone od siebie. Jedną z niewielu ról w spektaklu jest Joy, kasjerka z baru na lotnisku, w znakomitym wykonaniu Magdaleny Popławskiej. Popławska jest tak naturalna w zachowaniu i gestach, że początkowo wygląda jak ktoś postronny z widowni, kto zaplątał się między aktorów. Później z wielkim poczuciem humoru pokazuje desperację kasjerki otoczonej przez tłum rozwścieczonych biznesmenów. Jeszcze później potrafi do głębi poruszyć wiadomościami nagrywanymi na sekretarkę partnera,w których żebrze o spotkanie.
To dowcipne, a zarazem dające do myślenia przedstawienie ma tylko jedną wadę - mianowicie pokazywane jest w kraju o dwucyfrowej stopie bezrobocia. Jakoś trudno się przejąć do końca problemami ludzi, którzy wariują z nadmiaru pracy i zmieniają stanowiska jak bieliznę, kiedy się pomyśli, ilu młodych ludzi w Warszawie i nie tylko oddałoby wszystko, aby znaleźć się na siódmym piętrze supernowoczesnego biurowca na Mysiej. I to wcale nie w charakterze widzów teatralnych.

