MIŁOŚĆ NA POMNIKACH HISTORII

Jacek Cieślak, RZECZPOSPOLITA

Przełomowy dla TR Warszawa spektakl Przemysława Wojcieszka. COKOLWIEK SIĘ ZDARZY, KOCHAM CIĘ - opowieść o miłości i wegetacji w beznadziejnej rzeczywistości III RP, pełnych obaw przed czwartą - to kolejna odsłona dyrekcji Grzegorza Jarzyny.

Jarzyna, który sportretował w BZIKU TROPIKALNYM swych rówieśników budujących w kapitalistycznym transie nową Rzeczpospolitą, dzięki TR Warszawa, serii warsztatów i spektakli pozyskał debiutantów i podjął gorące tematy. Przyniosły one plon w autorskim przedstawieniu trzydziestolatka Przemysława Wojcieszka, dzięki któremu młodzi aktorzy nie muszą mówić o współczesności językiem klasyków. Grają w przestrzeni mistycznych i artystowskich spektakli Jerzego Grotowskiego, ale jedyny, wielofunkcyjny element scenografii przypominający ołtarz jest polem seksualnych spięć. Także stołem rozbitej rodziny, w której syn, sfrustrowany żołnierską służbą w Iraku, wymachuje medalikiem z Matką Boską i prowadzi wojnę z Sugar, siostrą homoseksualistką (świetna Roma Gąsiorowska). Centralnym miejscem akcji jest jednak zlewozmywak w smażalni konkurującej z KFC. Tu krzyżują się losy młodych Polaków. Gary zmywa lesbijka Magda (Agnieszka Podsiadlik) wygnana przez ojca, oficera z upadłej jednostki. Rozwiedziony adept szkoły aktorskiej (Rafał Maćkowiak) marzy, żeby mieć wszystkie dziewczyny. Dresiarz (Eryk Lubos), który „wpadł” z córką właściciela smażalni, kusi panienki samochodową przejażdżką. Wojcieszek pokazuje Polskę B, odrzuconych ludzi, którzy nie mają się czego chwycić. Nie pracują w jednym miejscu dłużej niż dwa tygodnie, bo to koliduje z interesem podatkowym szefa. Walczą o więcej niż 4,5 złotego za godzinę, a wieczorem, na imprezie, chcą zapomnieć o wszystkim. Najchętniej uciekliby z kraju. Autor nasycił tekst rodzajowymi realiami. Zapaśnik chwali się znajomością z prezydentem Kwaśniewskim, chce zostać biznesmenem. Szczyt kariery uosabia Joanna Brodzik, a aspiracji kulturalnych obejrzenie darmowego filmu z kolorowej gazety. Wojcieszek opowiedział to tekstem, któremu daleko do dramaturgicznej perfekcji, ale też bardziej zależało mu na reportażu z krwistymi postaciami i barwnym językiem ulicy. Młodzi aktorzy mają gorszą dykcję od gwiazd, ale ich atutem jest to, że są wiarygodni dla młodej publiczności. W tej szmirowatej rzeczywistości jest miejsce na poezję pocałunków przy zimnych ogniach. Spotkania, podczas których młodzi Polacy, rapując i wykrzykując swoje wiersze do psychodelicznej, granej na żywo muzyki zespołu Pustki, czują się sam na sam z Bogiem. Tęsknią za rodziną i ojczyzną, ale bardziej się boją, bo zawsze ich zawodziły. Wzruszający jest monolog Magdy. Mówi o trudnej homoseksualnej miłości, ale wyraża tęsknoty wielu rówieśników, dla których ukochana osoba ważniejsza jest od narodu, seks od patriotycznych pomników, przyszłość od historii.