BÓG JEST AMERYKAŃSKI, A PAPIEŻ POLSKI
Marie-José Sirach, L'HUMANITE
(...) Przedstawienie, składające się z dwóch części, mieni się tysiącem iskier, pomnażanych bez końca przez lustrzane panele otaczające scenę. Z mównicy ustawionej na środku sceny na początku każdej części wygłaszone są monologi, niczym incipit niezdradzający tytułu. Zestawienie traktującego o religii monologu rabina Izydora Chemelwitza rozpoczynającego sztukę z monologiem Aleksieja A. Prelapsarianowa, najstarszego bolszewika na ziemi, z części drugiej stawia na jednym planie religię i komunizm, tak jakby historia świata w ostatecznym rozrachunku okazała się historią wiary. Trochę tak jest, bo czy nie trzeba mieć wiary, żeby być komunistą? Wiara aktorów Warlikowskiego przeszywa ich ciała. Bo co innego można powiedzieć o ich grze pełnej zaangażowania i wypróbowanej wirtuozerii. Są cudowni, od początku do końca, całkowicie oddani. Ich ciała w pełni zatracają się w obrazie współczesnego społeczeństwa. Wielka chwila teatru.
